Handel zagraniczny Polski Handel zagraniczny Polski

„Biało-Czerwona” na maszt i robimy biznes z całym światem

12-06-2017

Polski eksport w I kw. 2017 roku. Komentarz Andrzeja Kochmana, Analityka KUKE.

Swego czasu Monteskiusz rzekł, iż „o zamożności decydują obyczaje a nie bogactwa”. Trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić patrząc na rozwój naszego kraju w ciągu ostatnich dwudziestu ośmiu lat. W 1989 r. odziedziczyliśmy po starym systemie „wielką gospodarkę” na miarę wielkich parowozów, które do dzisiaj wzbudzają zachwyt dzieci i pasjonatów kolejnictwa podczas parady w wolsztyńskim skansenie.  W 1989 r. nie mieliśmy wielkich złóż gazu i ropy niczym arabscy szejkowie, czy też tacy szczęśliwcy jak Wenezuela, Nigeria czy Rosja. Trochę szkoda.  Ale czy na pewno?  Załamanie się cen surowców energetycznych w 2014 r.  uderzyło niczym piorun w petro-gospodarki. Zatrzęsły się budżety krajów, których wpływy oparte były na sprzedaży ropy i gazu obnażając ich słabość. Tymczasem w Polsce w latach 2014-2017 dynamika PKB wynosiła odpowiednio 3,3%, 3,9% i 2,8%. Ostatni wynik wielu przedstawiało jako katastrofę nie chcąc zauważyć, że przechodziliśmy z finansowania jednej perspektywy unijnej w drugą. Wstępny szacunki Głównego Urzędu Statystycznego odnośnie dynamiki PKB Polski w pierwszym kwartale bieżącego roku na poziomie 4,0% świadczą, że „pogłoski  o śmierci naszej gospodarki były przesadzone”.

Polak potrafi
Cóż zatem stoi za naszym rozwojem, skoro ani wielkich złóż gazu, ani ropy, a złota w sztolniach mniej niż na lekarstwo? Nikt inni jak Polacy sami w sobie. Najlepszym dowodem są wyniki naszego eksportu. Jeżeli spojrzeć na dane mówiące o produktach, które jesteśmy w stanie wytworzyć i wyeksportować jest tam właściwie wszystko. Często słyszy się pogardliwe komentarze, że wiele fabryk w Polsce to tylko montownie obliczone na niskie koszty pracy. Kiedyś była to prawda, ale teraz jakość wytworzona przez polskiego robotnika nie ma sobie równych. Polski robotnik, który masowo wyruszył na podbój Europy gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, udowodnił, iż dorobiona mu przed laty „gęba” warchoła potrafiącego tylko strajkować, podpierać łopatę i zionąć alkoholem jest nieprawdziwa. Polski robotnik udowodnił, że jeśli jest godnie opłacany, świadczy on usługę pracy najwyższej jakości i na tle swoich europejskich kolegów nie tylko posiada wysokie kwalifikacje, ale również coś bardzo prozaicznego – „chce mu się”.  Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Nie tylko zatem niższe koszty pracy w porównaniu z krajami „starej Unii”, ale również wysoka jakość świadczonej przez Polaków pracy stoi za decyzjami o przeniesieniu fabryk do Polski.

Stabilnie na Zachodzie
A jak wyglądał eksport z Polski w pierwszym kwartale bieżącego roku? Według GUS wartość towarów wysyłanych poza granicę Polski wyniosła 48.654,1 mln EUR. Wartość eksportu okazała się o 9,2% wyższa niż w analogicznym okresie roku 2016. W całym ubiegłym roku eksport wzrósł o 2,3%. Mamy więc wzmocnienie tendencji wzrostowych. Utrzymuje się dominująca rola sprzedaży do krajów Unii Europejskiej, stanowiąca 79,5% naszego eksportu. Zwiększyła się ona w stosunku do notowanej przed rokiem o 6,8%. Najważniejszy był tu wzrost wypracowany w sprzedaży do Niemiec, który sięgnął 6,6%. Trafiło tam naszego towaru za 13.389 mln EUR, co stanowiło 27,5% naszego całego eksportu. Dobrze prezentowała się też sprzedaż do pozostałych krajów strefy euro – wyniosła bowiem 14.280,1 mln EUR i okazała się o 6,2% wyższa niż w analogicznych miesiącach roku 2016. Tempo jej wzrostu było jednak mocno zróżnicowane w przypadku poszczególnych rynków. Wzrost eksportu do Francji wyniósł 3,1%, sprzedaż do Włoch wzrosła o 7,4%, do Rosji o 22,7%. Wzrost sprzedaży do pozostałych krajów unijnych, ale nie będących w strefie euro wyniósł 7,8%. W ramach przedmiotowej grupy odnotowano między innymi następujące roczne dynamiki sprzedaży do: Wielkiej Brytanii (+9,6%), Czech (+4,5%), Szwecji (+4,1%). W przypadku sprzedaży do krajów rozwiniętych spoza Unii Europejskiej mieliśmy do czynienia z bardzo dużym wzrostem sprzedaży na poziomie 19,0%. Do dziesiątki najważniejszych partnerów w eksporcie powróciły Stany Zjednoczone, sprzedaż na ten rynek zwiększyła się o 22,8%.

Coraz lepiej na Wschodzie
Przez klika ostatnich lat skomplikowana sytuacja polityczna w relacjach Rosja-Ukraina, w sposób oczywisty rzutowała na wyniki gospodarcze i odbijała się na danych o eksporcie do krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Słabsza sytuacja gospodarcza Rosji przekładała się także na spowolnienie gospodarcze krajów silnie zależnych od kondycji rosyjskiej gospodarki. W ostatnich kilkunastu miesiącach możemy zaobserwować długo wyczekiwaną zmianę tendencji, która jest nie tylko spowodowana poprawą sytuacji gospodarczej naszych partnerów, ale również efektem niskiej bazy. W pierwszym kwartale bieżącego roku eksport do krajów tego regionu był wyższy niż przed rokiem o 31,4%. Była to zasługa zdynamizowania sprzedaży na rynki Rosji oraz Ukrainy.
W przeciwieństwie do wyników roku 2016 bardzo dobrze prezentowała się statystyka sprzedaży na rynki krajów rozwijających się, z powodów podobnych jak w przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W stosunku bowiem do wypracowanej przed rokiem, sprzedaż w I-III 2017 r. zwiększyła się o 13,0%.

Made in Poland
Jak widać polscy eksporterzy nie mają się czego wstydzić i nie jest to żadna propaganda sukcesu. Tym bardziej że osiągnęli to swoją ciężką pracą i przedsiębiorczością a nie petrodolarowym zastrzykom. Nie jest wstydem ani obciachem norweska flaga na kremie, czy też szwajcarski krzyż na scyzoryku, bo są to dumne symbole jakości a nie efekt szowinizmu. W interesie naszych eksporterów jest promowanie marki „Polska”. Jeszcze czterdzieści lat temu „Made in Japan”, a dwadzieścia lat temu „Made in South Korea”, wcale nie znaczyło, że wyrób jest zaawansowany technologicznie i jakościowo. Dlatego nie jest żadną ujmą umieszczanie na polskich wyrobach polskiej flagi. „Biało-Czerwona” na maszt i robimy biznes z całym światem.

Andrzej Kochman, Analityk